Kapsuła czasu

Niesamowicie dobra zabawa nawet po 28 latach – The Neverhood

Nigdy wcześniej nie miałem okazji ograć The Neverhood, jednak z tego, co pamiętam. Trafiłem na nią kilka lat temu dość przypadkowo, przeglądając stronę ze starymi przygodówkami. Niestety, grafika była dla mnie trochę odpychająca i ostatecznie zapomniałem o tym tytule. Niedawno jednak temat związany z nią stał się głośny na platformie X (dawnym Twitterze). Wiele osób bardzo wychwalało, jak i ciepło wspominało chwile spędzone przy niej. Przez co zdecydowałem, że może jednak dam jej szanse i zobaczę, czym wszyscy się tak zachwycają. Zapraszam więc was na moje świeże spojrzenie tak, klasycznego dla wielu tytułu 🙂 

Nie tylko dobra zabawa dla graczy

Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułem podczas grania, że twórcy mieli ogromną radość przy tworzeniu swojej pracy. Co moim zdaniem, przełożyło się na niezwykle pomysłowe i ciekawe zagadki oraz wykonanie całej produkcji. W grze znajdziemy segmenty, w których jesteśmy sprawdzani, badana jest nasza granica wytrwałości oraz ciekawości. Znajdziemy momenty, w których gra sugeruje nam, żeby czegoś, nie robić i pozwala nam sprawdzić konsekwencje na własnej skórze. Często takie momenty skrywają w grach przygodowych, humorystyczne scenki czy znajdźki. Tutaj również znajdziemy taki smaczek, jednak w typowym klimacie The Neverhood. Jeśli autorzy sugerują, żeby czegoś nie robić. TO NIE RÓBCIE. Chyba że chcecie zakończyć grę znacznie wcześniej (powodzenia, jeśli nie mieliście zapisu gry). Inną ciekawą sytuacją jest przeszukiwanie wiadomości w skrzynce pocztowej, obecne przygodówki po zobaczeniu kilku wiadomości w skrzynce nagrodziłyby gracza jakimś osiągnięciem i ruszyłby dalej. Jednak ten tytuł skrywał wiele śmiesznych liścików i historii, że aż na własną rękę chcieliśmy się przekonać, ile ich tam wszystkich jest i co możemy znaleźć się na ich końcu (a było ich tam chyba z 10). Ostatnim już dość kultowym przykładem, jest znany nam wszystkim dobrze korytarz, który chyba jest, najbardziej rozpoznawalnym momentem w całej grze. Nie jestem sobie w stanie przypomnieć żadnej produkcji, która, aż tak dosłownie potrafi zadrwić sobie z gracza i sprawdzić jego limity.
Jeśli mówimy już o aspektach, przy których twórcy mieli ogromny ubaw to, nie możemy zapomnieć o soundtracku. Po ograniu gry wiele razy zdarzyło mi się sięgnąć po całą płytę z soundtrackiem na Spotify. Słuchając jej, czułem jak wielką radość, odczuwali twórcy z samego tworzenia. Jak bardzo chciało im się kombinować, bawić pełną konwencją i realizować nawet najdziwniejsze pomysły. Nadaje ona niesamowity klimat i nie wyobrażam sobie jej w żadnej innej grze. Stworzyli oni coś faktycznie wyjątkowego, coś, co wchodzi w ucho i zostaje z nami na długie tygodnie.

Stara przygodówka z innowacyjnymi pomysłami 

Początkowo nie byłem przekonany do tego, w jaki sposób poruszamy się pomiędzy pojedynczymi lokalizacjami. A mianowicie po wyjściu z budynku czy elementu z możliwą interakcją, nasz widok zmienia się na 1-osobowy i poruszamy tylko w czterech kierunkach świata. Często jednak zdarzają się momenty, w których nie mogliśmy zwyczajnie dość do celu po lini prostej, lecz musieliśmy wykonać krok do przodu, aby następnie skręcić. Przez to, jak wygląda otoczenie, ciężko było mi czasami określić czy w daną stronę możemy iść, czy to tylko element  dekoracyjny. Przyznam, że ogarnięcie tego na samym starcie było dla mnie lekkim wyzwaniem, jednak po czasie zaczęło mnie mocno zaskakiwać. Tak wiekowa już gra, z tak oryginalnym pomysłem, jeśli chodzi o samą mechanikę poruszania się pomiędzy lokalizacjami. Obecnie chyba największą 'innowacją’ w przygodówkach jest mapa dzięki, której możemy się teleportować do danych obszarów. Bardzo fajnie było doświadczyć czegoś innowacyjnego, w tak prosto wydającej się mechanice. 

Mieliście kiedyś wrażenie, że gracie w grę i właściwie, nie jesteście w stanie stwierdzić, o co chodzi i co się w niej dzieje? Bo tak właśnie jest z tym tytułem, samą fabułę i o co właściwie chodzi w niej samej, poznajemy tak naprawdę na jej końcu po uzbieraniu wszystkich napotkanych kasetek. Historia ta odpowiada nam w zasadzie na wszystkie pytania, które mogły pojawić nam się przez całą rozrywkę. Oczywiście, komunikat możemy próbować oglądać na bieżąco, po każdej zebranej kasecie, jednak uważam, że obejrzenie całej historii pod sam koniec gry ma w sobie co coś magicznego. Polecano mi grac właśnie w taki sposób i z czystym sumieniem uważam, że to najlepsze możliwe podejście do tej gry.  

Trudności i walka z Solucjami

Nie da się jednak zaprzeczyć, że The Neverhood potrafi być momentami cholernie trudny i randomowy. Jeśli gracie w nią po raz pierwszy, to prawdopodobnie nie uda wam się jej przejść bez sięgania po jakiś poradnik. Chyba że chcecie przy niej spędzić kilka ładnych godzin i nie przeszkadza wam klikanie wszystkich możliwych przedmiotów oraz sprawdzanie, każdej dostępnej lokalizacji. U mnie problemy zaczęły pojawiać się jakoś po 3 godzinach gry, gdy dotarłem do budynku z anteną na dachu. Przez około godzinę szukałem rozwiązania, co właściwie w danym obiekcie muszę zrobić i w jaki sposób mogę uruchomić monitor na ścianie. Okazało się bowiem, że na ścianie znajduje się radio i aby je włączyć, potrzebowałem pociągnąć odpowiednią linkę w pomieszczeniu, w którym zaczynaliśmy naszą przygodę. Kolejnym aspektem, na który bardzo trzeba zwracać uwagę, są napotykane przez nas elementy otoczenia, wyróżniające się symbole czy ukryte ciągi znaków. Całe szczęście mam już całkiem duże doświadczenie z przygodówkami point and click, dlatego po pewnym czasie nauczyłem się, żeby notować, bądź robić zdjęcia każdemu napotkanemu wyróżniającemu się dla mnie elementowi. Dzięki temu udało mi się zaoszczędzić sporo czasu oraz nerwów. Szczególnie że w późniejszym etapie odblokowujemy tak dużo lokalizacji, że ciężko jest spamiętać, gdzie co mogliśmy znaleźć. 

Chrońmy pamięć o starych przygodówkach 

Jeśli nie graliście jeszcze w The Neverhood, to gorąco was do tego zachęcam. Uważam, że zdecydowanie warto dać tej przygodówce szanse, nawet jeśli nie jesteście fanami starszych gier. Może ona każdego z was bardzo pozytywnie zaskoczyć. Grę możecie znaleźć tutaj, do jej uruchomienia przyda wam się również  ScummVM. Jeśli natomiast już ją ograliście, to nie zapomnijcie jej polecić swojemu znajomemu, myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dbajmy o takie perełki! Może dzięki temu, uda nam się wskrzesić niektóre z nich 🙂

Zobacz więcej postów o starych grach => tutaj

Możesz również polubić…

3 komentarze

  1. djpimpek says:

    Heart of Darkness odpal sobie

    1. O nie znam tego tytułu, wygląda zacnie.
      Dzięki za polecnie! 🙂

  2. […] Jeśli chcielibyście poczytać o poprzedniku zapraszam => Tutaj […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *